Przygotowania, odcinek drugi

Po kolejnej grudniowej „wigilijce”, a może to było w trakcie styczniowego maratonu imprez urodzinowych dotarły do mnie dwie nieciekawe informacje. Linia Aerosvit, w której kupiłem bilet zbankrutowała. Początkowo korespondencja w czworokącie Aerosvit, Tripsta.pl, Ukrainian International Airlines i ja dawała jakieś nadzieje. Okazało się, że Aerosvit jedynie sprzedawał kilkanaście miejsc w samolocie, którego operatorem jest UIA i mój bilet będzie ważny. Uspokoiło mnie to na chwilę, którą mogłem przeznaczyć na znalezienie innego wykonawcy wzmocnienia ramy. Kolega X cały czas coś kręcił, nie potrafił nawet wycenić swojej roboty, a opinie, które docierały do mnie o jego terminowości nie napawały optymizmem. Całe szczęście na horyzoncie pojawił się Omles – wystarczyło mu dostarczyć ramę bez silnika.

Mniej więcej w lutym rozpocząłem regularne wycieczki rowerowe do garażu Kamila, który był oddalony od mojego miejsca zamieszkania dwadzieścia kilka kilometrów. Z jego pomocą, krok po kroku, wyciągaliśmy kolejne części z motocykla a ja nabierałem doświadczenia w grzebaniu w bebechach Teresy. Finalnie rama wylądowała w warsztacie kolegi a do zamówienia dodałem montaż reflektorów Wessem na oddzielnej wiązce. Po odebraniu motocykla pozostało jedynie złożenie do kupy maszyny i odbycie jazdy próbnej.

Wzmocnienie ramy
Wzmocnienie ramy

Nie było wizyty w garażu Kamila podczas, której czegoś byśmy nie znaleźli. To nieoryginalna cewka nie mieściła się między wzmocnieniem a ramą, to zniszczył się gwint w śrubce od zbiornika płynu hamulcowego, innym razem odkryliśmy wklejone na silikon filtry powietrza od malucha albo jakiś inny syf. Czasu było coraz mniej, a koniec końców motocykl musiałem przez cztery kilometry pchać do warsztatu Omlesia po tym jak walnęło coś w elektryce z czym nie potrafiłem sobie poradzić.

Lista usuwanych usterek ciągle rosła. Pierwsza jazda próbna wydała wyrok na instalacji (teoretycznie nowej) bezpieczników. Puszka zamontowana na kierownicy produkcji przyjaciół z Chin nie wytrzymała próby czasy. Stało się to gdzieś na gierkówce, po zmroku, gdy jechałem do Łodzi. Po prostu, raz na jakiś czas motocykl tracił zasilania, tak jakby ktoś wyciągnął główny bezpiecznik. Super komfortowa sytuacja gdy jedzie za Tobą jakiś tir a Tobie nagle gaśnie silnik i wszystkie światła, prawda? Jakiś cudem, trzymając jedną ręką tą puszkę, żeby się nie rozpadła i żeby utrzymać kable we względnie tej samej pozycji doturlałem się  do Żyrardowa gdzie na stacji benzynowej kupiłem taśmę izolacyjną, pożyczyłem nożyczki, puszka zaparkowała w śmietniku a połączenie „na króŧko” pozwoliło dokończyć wycieczkę.

Omleś stanął na głowie i dopicował mój motocykl na wyjazd. Jeszcze w piątek, dwa dni przed ostatecznym terminem zapakowania Teresy na lawetę Kowala przywoziłem mu łożysko główki ramy. Lista poprawek zamknęła się w dwudziestu siedmiu punktach:

http://moto.elban.net/2013/06/10/wielki-remont-przed-powaznym-wyjazdem/

Omleś, Kamil, wielkie dzięki.

Do ogarnięcia pozstały „tylko” sprawy papierkowe…..

Dodaj komentarz