Przygotowania, odcinek czwarty, wizy

Remont motocykla, który pochłonął znacznie więcej kasy niż się spodziewałem oraz utopienie 1100 PLN w bilecie Aerosvit sprawiły, że musiałem zacząć oszczędzać na wizach.

Potrzebowałem rosyjskiej wizy tranzytowej oraz kazachskiej wizy turystycznej. Dowiedziałem się, że gdy ominę agencję i złożę wniosek osobiście w ambasadzie Kazachstanu to uda mi się uzyskać taką wizę bez kupowania vouchera. Po sprawdzeniu ceny wizy tadżyckiej już wiedziałem, że Pamir Highway sobie muszę podarować, uzbecka, trzydniowa wiza tranzytowa nie interesowała mnie wcale, a na turystyczną z zaproszeniem nie było mnie już stać.

Postanowiłem skupić się na Kazachstanie i Kirgistanie. W tym pierwszym kraju miałem kontakt do motocyklistów poznanych rok wcześniej w Gruzji, więc stwierdziłem, że odwiedzę kolegów, zobaczę morze Aralskie, trochę stepu, jedwabny szlak i jakoś to będzie. Przeczytawszy co jest potrzebne do uzyskania wizy kazachskiej przygotowałem ksero wszystkich możliwych dokumentów, wydruki wszystkich potrzebnych wniosków oraz rezerwacji w hotelach w miastach Almaty, Astana i Karaganda. Ich wybór był nieprzypadkowy, rezerwacje są wymagane przy składaniu podania o wizę, a tylko w tych miastach można łatwo i tanio zarezerwować nocleg.

Zadowolony z siebie pojechałem na ulice Marysieńki w Warszawie gdzie znajduje się ambasada. To willowy budynek, petenci czekają w kolejce przed furtką i raz na jakiś czas, przez domofon odzywa się głos:

Zapraszam dwie kolejne osoby!

Żadnego zadaszenia, ławki, niczego. Współczuje w zimę lub podczas opadów, bo czas spędzony w kolejce liczy się w godzinach a dla ułatwienia ambasada jest otwarta cztery razy w tygodniu od dziewiątej do dwunastej.

O 12.15 przede mną była jeszcze jedna osoba i wtedy domofon zaszczekał po raz kolejny:

Ostatnia osoba!

O nie! Wbiłem się na cwaniaka nie zważając na protesty. Punkt przyjęcia interesantów znajduje się w podpiwniczeniu, przed wejściem do tego przybytku należy oddać dowód osobisty oraz telefon komórkowy. Konsul dziwnym trafem zgodził się jednak mnie przyjąć, niemniej, jak to podczas tej podróży, były to miłe złego początki. Pierwszą uwagę urzędnika przyjąłem ze spokojem, mianowicie kazał mi przepisać wniosek, ponieważ był niewyraźnie wypełniony. Kolejny krok to niedowierzanie, że jadę sam oraz, jakże celna uwaga:

ta trasa jest bezsensu

Bez sensu? Dwa najważniejsze miasta oraz piękno kazachskiego krajobrazu, znikające morze, step, kaspijskie morze – to jest bez sensu? Trzeci strzał był prosto w serce:

a zaświadczenie o zatrudnieniu?

Wypiąłem dumnie pierś i pochwaliłem się, że prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą.

zaświadczenie jest konieczne!

Jak to? To ja, sam sobie mam wypisać? Dla pewności zapytałem się czy mam wpisać swoje dane jako pracodawca a następnie napisać, że pracuje sam u siebie.

Tak. I postawić pieczątkę!

Pieczątki ze sobą nie zabrałem. Na dobicie pan konsul znalazł błąd w któreś z dat i oświadczył, że jest już po 12.30 i czas iść do domu.

Bogatszy o te doświadczenia następnym razem przeszedłem procedurę gładko, a stojąc po odbiór wizy kilka dni później zgrywałem starego wygę przed resztą petentów. Pozostała mi rosyjska wiza, która załatwiałem przez agencję. Za pierwszym razem również wtopa. Pan konsul nie przyjął mojego wniosku ponieważ wskazana trasa przejazdu nie odpowiadała mu na pytanie dokąd jadę.

Trasa przejazdu przed korektą:

Kazachstan -> Astrakhan -> Elista -> Rostow nad Donem -> Nowoazotsk -> Donieck

Trasa przejazdu po korekcie:

Kazachstan -> Astrakhan -> Elista -> Rostow nad Donem -> Nowoazotsk -> Donieck (Ukraina)

Koniec końców miałem w paszporcie wszystko to czego potrzebowałem. Wystarczyło zrywać kolejne kartki z kalendarza aż do wyjazdu.

 

 

Dodaj komentarz