Pożegnanie z Rosją

Wstałem o 5.30 tak aby zabrać się na pierwszy prom. Postanowiłem przejechać tak daleko jak się tylko da i wieczór spędzić gdzieś nad morzem. Przez cały dzień wszyscy, z którymi rozmawiałem, byli dla mnie bardzo mili. Jedynie policja drogowa nie miała ochoty na pogawędkę ze mną, ale akurat tego mi nie brakowało. Za Wołgogradem przypomniałem sobie co to jest Europa. Do tej pory jeździłem pustymi drogami, a tutaj trafiłem w środek chaosu. Tłok, tiry, wyprzedzanie na trzeciego. Po kilku godzinach miałem serdecznie dosyć, byłem tak zmęczony, że zjechałem gdzieś w las, postawiłem motocykl i położyłem się na trawie. Nawet nie pamiętam czy wtedy spałem czy tylko leżałem, nie mam nawet pojęcia ile czasu to trwało. Ważne, że udało mi się reaktywować.

Aby tradycji stało się zadość miałem dwie małe przygody. Zgubiłem oring od bagnetu oleju, więc trochę mi bryzgało (już w domu okazało się, że miałem zapasowy ze sobą) oraz zapomniałem o rozwalonym czujniku stopki jeszcze w Kirgistanie, więc na oczach całej stacji benzynowej musiałem podnosić motocykl.

Po raz kolejny pękł stelaż. Znalazłem jakiś chłopaków ze spawarką, którzy zgodzili się mi po raz setny pospawać mój stelaż z naklejką „off-road”. Kiedy opowiadałem im, ile razy to było spawane jeden z nich rzucił

– Była kirgiska sfarka*, była kazachska, będzie i ruska!

– A ile płacę?

– Nic, ale w Polsce masz wszystkim mówić, że ruska sfarka jest najlepsza.

* od sfarzyć czyli spawać.

Tak więc wszystko to powtarzam. Ruska sfraka najlepsza!

Dojechałem nad morze i znalazłem wioskę położoną przed samą granicą. Spróbowałem starą metodą znaleźć kogoś kto mnie przenocuje pytając w sklepie, ludzi po drodze i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, nie udało się. Byłem bardzo zawiedziony, ciągle słyszałem, że w tej wsi nikt się tym nie zajmuje. Po godzinie odpuściłem. Miałem za sobą jakieś 900 kilometrów, postanowiłem przekroczyć granicę i spędzić noc już na Ukrainie.

Trochę obawiałem się granicy. „Wriemmnienny wwóz” czyli papier celny na czasowy wwóz motocykla na teren Rosji był wystawiony na Kowala, który przywiózł mi motocykl do Biszkeku. W teorii wszystko powinno być dobrze – motocykl jest mój, papiery o użyczeniu przetłumaczone na rosyjski, ale mogło być różnie.

Przebiłem się na początek kolejki.

– Wriemienny wwóz jest?

– Jest!

– Dawaj

i… to tyle. Celnik nawet nie sprawdził numerów rejestracyjnych. Chwilę później byłem na Ukrainie.

Dodaj komentarz