Ukraiński odcinek policyjny

Ukraiński policjant z drogówki ma jeden cel: wydoić kierowcę. Zapewne nieprzypadkowo tamtejsza drogówka nazywa się DAI. Zatrzyma Cię pod byle jakim powodem i zacznie zarzucać coraz to głupszymi zarzutami i absurdalnymi kwotami mandatów byle tylko przekonać Cię, że najlepszym wyjściem z sytuacji jest dogadać się z nim i zapłacić „na miejscu”, „bez papierków” część ewentualnego mandatu. Słowa klucz: „sztraf”, „100 euro”. Tej podróży trafili mnie dwa razy.

Po pierwsze, trzeba mieć świadomość, że w kraju gdzie średnia pensje ledwo co przekraczają 200 euro mandat za głupie przekroczenie prędkości czy przekroczenie ciągłej linii na pewno nie wynosi 100 euro. Po drugie, trzeba mieć czas – im dłużej „daicznik” rozmawia z Tobą tym więcej potencjalnych klientów przejeżdża mu koło nosa. Po trzecie, to tylko kontrola drogowa – nie należy panikować a przynajmniej nie pokazywać tego po sobie. Po czwarte – bądź pewny siebie, ale nie arogancki. Po piąte – nie ma co trzymać dużej gotówki w portfelu.

Przypadek pierwszy: zaraz za przejściem w Nowoazotsku znajduje się skrzyżowanie, na którym tylko miejscowi nie przekraczają ciągłej linii. Po prostu, nie jest oznaczone, jest na lekkim wzniesieniu, nie da się odpowiednio wcześnie zauważyć, że z jednego pasa do jazdy wprost robią się dwa: do skrętu w lewo i do jazdy prosto. Musisz naruszyć. Wiedzą o tym również policjanci, we trzech czekają na ofiary. Oczywiście i ja przekroczyłem przepis o nienaruszalności ciągłej linii.

Niesamowitych rzeczy dowiedziałem się od policji –

  • przewożenie benzyny w kanistrach jest na Ukrainie zabronione
  • naruszenie ciągłej linii – 100 euro
  • Jedziesz z Kazachstanu? Na pewno masz narkotyki, które zaraz znajdziemy.
  • Na pewno wczoraj piłeś alkohol i jeszcze jesteś pijany

Na każdy z tych absurdalnych zarzutów odpowiadałem z odpowiednio dużym uśmiechem. Chcesz szukać narkotyków? Śmiało, przed chwilą szukały ich Wasze psy na granicy! Pijany po czterech piwach wypitych 20 godzin temu? No jasne. Dla rozluźnienia atmosfery i przedłużenia czasu zacząłem się wypytywać gdzie tutaj można rozbić namiot nad morzem i trochę odpocząć. 100 euro i tak nie mam, ba nie mam nawet 10. Stanęło na tym, że mógłbym podarować w prezencie ładowarkę do telefonu. Nie ma mowy, muszę mieć kontakt z domem.

– To może chociaż nam tutaj gumę spalisz?

Bez szans, mam za daleko do domu, żeby się tak wygłupiać.

– To co my mamy z Tobą zrobić?!

– To może ja już pojadę rozbić ten namiot?

Wszystko w lekko żartobliwym tonie. Skoro oni ze mnie żartują to ja się śmieje, przecież to normalna kolej rzeczy. Rozstaliśmy się w zgodzie, nie dostali ode mnie nic i faktycznie skorzystałem z ich rady dotyczącej miejscówki na sen.

Przypadek drugi: byłem przemoczony i zmarznięty, w jakieś wsi złapali mnie „na suszarkę”

– jechałeś 80 w terenie zabudowanym

Pewny siebie odpowiedziałem, że jechałem na pewno 40 km/h wierząc to, że nie mają żadnego dowodu na to. Niestety, radar był wyposażony w wyświetlacz, na którym to dokładnie było widać jak na ich widok zwalniam. Przegrana sprawa. Trochę ściemniam, że znajomi bikerzy czekają na mnie we Lwowie, że jestem biedny jak mysz kościelna i ciągle śpię w namiocie. Policjanci mówią, że do Lwowa i tak tego dnia nie dojadę i najlepiej będzie przenocuje w jakimś hotelu.

– Hotel to musi jakieś 100 hrywien kosztować, kupa kasy, tyle nie mam*

* wtedy, około 35 złotych

„Sztraf” płacony na miejscu ma wynieść 200 hrywien, których oczywiście przy sobie nie miałem. Bardzo to zmartwiło moich rozmówców, wiec kazali mi sprawdzić ile gotówki mógłbym im zostawić na kawę. Poprzedzone wymamrotanym pod nosem „Ja to za kawę płaciłem 5 hrywiem” wyciągam z portfela około 30 hrywien w niskich nominałach.

– I nic więcej nie masz?!

– Aaaaa. Mam.

Z zakamarków portfela wygrzebuje jednego dolara.

– Jedź juź

Podczas poprzednich wizyt na Ukrainie udowadniano mi, że jestem pijany a dowodem na tę okoliczność było badanie „na chuch”. Były też strachy-na-lachy, że 500 hrywien skasują mnie na granicy, że więcej nie wjadę i tym podobne bzdury.

To tylko taki system i teatrzyk.

Sama podróż niestety dobiegała końca. Miałem jeszcze trochę czasu, ale tam gdzie chciałem jechać była beznadziejna pogoda. Do kompletu padły mi łożyska w tylnym kole. Powrót do kraju z dalekiego wschodu jest straszny – każdego dnia jest coraz mniej fajnie. Gdzieś 500 km od Lwowa doszedłem do wniosku, że czas wrócić do domu. I za dwa dni miałem już w ręku zimne polskie piwo.

 

2 thoughts on “Ukraiński odcinek policyjny

  • 2 października 2015 at 20:45
    Permalink

    Takie sytuacje strasznie uprzykrzają życie – z resztą spotkania z Policja niezależnie od kraju nigdy nie są przyjemne…

    Reply
    • 2 października 2015 at 20:56
      Permalink

      Są kraje gdzie policja jest miła i nic od Ciebie nie chce. Gruzja, Iran, Kazachstan, żeby tak wymienić kilka pierwszych przychodzących na myśl.

      Ukraińska drogówka nie stresuje mnie. Element folkloru. Uznaje to za teatrzyk komediowy. Jak nie muszę tego przechodzić kilka razy dziennie to mogę to znieść.

      Reply

Dodaj komentarz