Lot do Biszkeku czyli odbieram motocykl

Przejazd autobusem to Lwowa całkowicie mnie zawiódł. To już nie są te czasy kiedy rejsowy PKS to klasyczny przemytnik. Nikt nie wiózł terakoty, nie było konika na biegunach, „ruskich” toreb w kratę. Był za to zajęty komplet miejsc i kierowca odmawiający zabrania jakieś rodzinie wybierającej się na wczasy bagażu przekraczającego wymiary. Z tyłu jakaś banda baranów w sile dziewięciu głów robiąca sobie imprezę, z przodu ludzie jadący z pracy do domu plus jacyś zwykli turyści. Mimo wszystko, po raz pierwszy od bardzo dawna czułem niepokój przed podróżą. O szóstej rano zameldowaliśmy się we Lwowie i mogłem oddać się spacerowaniu. Euro 2012 sprawiło, że wiele fasad kamienic zostało odnowionych, niestety zniknęły budki z hotdogami z chrzanem, niektóre knajpy, ale Lwów to zdecydowanie dalej Lwów.

Ostatnie chwile przed lotem spędziłem w barze Satelit przy samym lotnisku. Obejrzałem też mega klimatyczny stary terminal i bardzo żałowałem, że mój lot odbywa się z bardzo nowoczesnego portu lotniczego.

Start ze Stambułu odbył się chwile przed zapadnięciem zmroku. Z okna samolotu było widać góry, wijące się wśród nich rzeki, morze Marmara, niesamowity tłok przy wejściu do portu oraz tysiące świateł samochodów stojących w gigantycznym korku, pewnie na autostradzie przecinającej miasto.

W samolocie znaczna przewaga azjatyckich rysów twarzy. Powoli przyzwyczajałem się do tego, ze kobiety na wschód od Polski w pewnym wieku robią się strasznie zaniedbane, mimo, iż młode lata poświęcają próbę dostania się na główną stronę serwisu http://faszynfromraszyn.pl/. Mężczyźni natomiast chodzą w oldskulowych koszulach w kratę wypuszczonych na spodnie od garnituru. Do tego cwelki z frędzelkami, jak wisienka na torcie. To burackie spostrzeżenie typowe dla zadzierającego nosa przedstawiciela zachodniej europy nie przeszkadzało mi zauważyć, ze wszyscy byli bardzo mili, pomocni i uśmiechnięci. 

Jeszcze przed wylotem ustaliłem z dziewczyną jadącą z Kowalem na ten sam trip, że spotkamy się na lotnisku w Biszkeku. Nie powinno to być trudne, gdyby nie to, że mój roaming w stolicy Kirgistanu działał kiedy chciał. Większość prób wykonania połączenia była nieudana, smsy czasem dochodziły, a czasem nie. Niemniej spotkaliśmy się jakoś, po chwili pojawił się Kowal z Baśką, którzy wyjechali po nas zapakowanym po brzegi Iveco z przyczepą pełną motocykli. Do bazy zabraliśmy ze sobą Anglika, który przyleciał na podobną wycieczkę organizowaną przez Sambora oraz jakiegoś Polaka podróżującego z plecakiem. Była jakaś siódma rano gdy z browarem w ręku rozpoczęliśmy rozpakowywanie motocykli. Rozładunek, piwo, papierosy, pogawędki i tak do trzynastej kiedy to wszyscy udali się na sjestę.

W Biszkeku nie planowałem spędzać dużo czasu. Znam kogoś kto lata tam dosyć często, więc zapytałem się kiedyś co ciekawego można tam zobaczyć.

Nic

Wieczorny rekonesans z Baśką, Megi i Kowalem potwierdził tę opinię.

Cytat dnia, taksówkarz w Biszkeku udzielający odpowiedzi na pytanie o stosunki z Chińczykami:

Ja ich w ogóle nie rozumiem. z Tobą to mogę pogadać o futbolu a z nimi nie ma jak!

 

Dodaj komentarz