Dojazd

W czasie dojazdu tradycyjnie nic ciekawego się nie działo. Co prawda dojazd zamiast zająć dzień, zajął dwa, ale za to udało się skręcić mocniej amortyzator u pana Honzy na Słowacji, wypić Primatora, załapać się na urodziny na działce nad samym Dunajem u bratanków, z którymi nie potrafiliśmy się porozumieć w żaden sposób oraz zapewnić sobie chwilę emocji podczas diagnozowania nagłej śmierci motocykla. Spowodowanej wysuwaniem się bezpieczników z nowiutkiej puszki zamontowanej dzień przed wyjazdem.

Pierwszy nocleg na dziko, tu ryczą w nocy jelenie – gdzieś nad Pilicą
Pierwsi napotkani miłośnicy motoryzacji – Słowacja
Pierwsze otrzymane dobra – Węgry
Pierwsze imprezy z lokalną ludnością – tu urodziny jednego z naszych węgierskich gospodarzy
Pierwszy udany nocleg i statek na Dunaju

Dodaj komentarz