Vuno

Kawa w Kafe Vuno kosztuje 50 leków. Szklanka rakiji też 50. Lokalne piwo 150. Za omlet, który zjedliśmy na śniadanie zapłaciliśmy 200. Do kawy wypaliliśmy marlboro wyprodukowane w Krakowie z albańską akcyzą na paczce – połowę tańsze niż w kraju, w którym zostały wyprodukowane. Brat naszego albańskiego kolegi jest właścicielem myjni samochodowej, prawdopodobnie najbardziej popularnego biznesu w tym kraju. Myjnie można spotkać co kilka kilometrów – może to być super nowoczesna myjnia bezdotykowa, ale równie dobrze całą myjnią może być wiadro z pianą wraz z operatorem gąbki. Umycie samochodu, przynajmniej u brata naszego kumpla, to 300 leków. Za 1000 można umyć, z zewnątrz, cały autokar. W samym Vuno są dwie kawiarnie, pomnik partyzantów z czasu drugiej wojny światowej, kilka zamkniętych kościołów oraz szkoła, która jest zamknięta w ciągu roku szkolnego i otwarta w lato kiedy to jest zamieniana na hostel, który jest (za wikitravel) magnesem przyciągającym przejeżdżających backpackerów. Mimo pięknego położenia, ciągnących się oliwnych gajów, bliskości najlepszych plaż na wybrzeżu wioska powoli zamiera – w ciągu zimy mieszka w niej ledwo pięćdziesiąt osób.

 

Aby dojechać do Vuno trzeba pokonać połowę pięknej drogi Vlore – Sarande. Nowy asfalt, piękne widoki, masa zakrętów. Gdzieś przeczytałem, że to jedna z dziesięciu najlepszych tras motocyklowych w Europie. Godna polecenia.

Jednak od Vlore do granicy albańsko-macedońskiej jest ponad 250 kilometrów drogi szybkiego ruchu. To się dzieje na tej drodze i to co można zobaczyć przy drodze powoduje, że chociaż raz należy ją przejechać. Autostrada z rondami co kilkadziesiąt kilometrów, rower na lewym pasie drogi szybkiego ruchu szykujący się do skrętu w lewo, furmanki na prawym pasie, całkowicie luźne podejście do przepisów ruchu drogowego oraz prywatne inicjatywy poszerzające możliwości, na przykład, zawracania na autostradzie poprzez zasypywanie rowu zastępującego pas zieleni rozdzielający kierunki jazdy. Niedokończone budynki, pięć różnych zatkniętych flag na budynku, wrak samochodu na dachu jako reklama warsztatu, kawiarnia, której całe wyposażenie to kilka krzeseł pod estakadą, ale również całe kwartały nowych dzielnic, kawałki nowiuteńkich dróg w europejskim stylu czy nowoczesne stacje benzynowe

A to wszystko w kraju, który ma przepiękne wybrzeże, przepiękne plaże, wysokie góry,  przyjaznych ludzi super nastawionych do turystów i całkiem niezłą (choć niezbyt oryginalną) kuchnie.

Na koniec fotostory pt: korek po albańsku.

Dodaj komentarz