Korcula

Nadszedł czas na Korculę. Plan mieliśmy taki, aby przejechać cała wyspę i promem, jeżeli będzie o ludzkiej porze, popłynąć na Hvar. Niestety w informacji turystycznej w Orebicu oraz w punkcie sprzedaży biletów dostaliśmy sprzeczne informacje, z rozkładu jazdy, który tam wisiał po dziś dzień nic nie rozumiem, więc mogło być różnie. Zaczęliśmy od przedostania się na samą wyspę, najpierw bardzo fajny odcinek Loviste – Orebic a potem prom.

Płyniemy na Korcule!
Widoki podczas rejsu vol 1
Widoki podczas rejsu vol 2
Widoki podczas rejsu vol 3

W samym miasteczku było tak gorąco, że nie było mowy o chodzeniu w ciuchach motocyklowych nawet przez chwilę. W związku z tym przypięliśmy kurtki i kaski do motocykla za pomocą linki rowerowej, jako torbę na buty wykorzystaliśmy reklamówkę z Konzuma, i zadając szyku, niczym gastarbaiter z RFN w odwiedzinach w u rodziny powiatowym miasteczku we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, udaliśmy się na zwiedzanie.

Wybrzeże
Knajpa z utrudnionym dostępem z lądu
Staróweczka
A jakżeby inaczej
Urokliwe podwórko
Schody
Cała Dalmacja, łącznie z Korcula, za Hajdukiem
Turystyka pełną gębą
Mury obronne
Wąskie uliczki czyli tamtejszy standard

Było pięknie, ale jak w każdym pięknym i łatwo dostępnym miejscu, po jakimś czasie zaczęły nam przeszkadzać duże ilości turystów, więc ruszyliśmy w kierunku Vela Luka, skąd pływają promy do Hvaru. To jedyna przejażdżka, z której mamy zdjęcia zrobione podczas jazdy. Nie oddają one piękna tej trasy, ale to jedna z lepszych jakimi jechałem do tej pory.

Zakręty zakręciki
i trochę widoczków

W Veli Luka okazało się, że prom na Hvar jest tylko osobowy i nie można na niego zabrać motocykla (ani roweru, ani nawet psa – jak mi przesylabizowała przemiła pani w okienku nie mogąca najwyraźniej zrozumieć dlaczego ją pytam o promy skoro obok wisi ich rozkład jazdy). Prom do Splitu pływał dwa razy dziennie, o 6.30 i 13.00. Akurat była 16.00, więc pozostało nam znalezienie kempingu i pobudka o 5.00. Nocleg znajdował się dokładnie po środku niczego – ale w promieniu kilku kilometrów od niego znajdują się przepiękne zatoczki, właściciel sprzedaje wodę, piwo i domowe wino. Wieczorem wszyscy wchodzą na dach sanitariatów podziwiać prawdziwie buracki zachód słońca. Trochę było nam smutno, bo od następnego dnia zaczynaliśmy tak naprawdę wracać – wypiliśmy więc wino na poprawę humoru i za udaną trasę przejechaną tego dnia.

O co tu chodzi?
Tym razem R4 zapewne służy do transportu Karlovacko
Zatoczka
Zatoka w okolicy kempingu
Już za chwileczkę, już za momencik
Jak zachód słońca, to Korculansko
Voila!

Dodaj komentarz